Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OUTFITS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OUTFITS. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 sierpnia 2018




Dzisiaj zdjęcia w trochę innej scenerii, właściwie to zrobiłyśmy je bardzo spontanicznie. W planach było jedynie wykorzystanie zachodu słońca i tej najpiękniejszej latem tzw. złotej godziny. Wyszło chyba całkiem nieźle, zupełnie inaczej niż zazwyczaj, ale warto czasem próbować nowych rzeczy, efekt końcowy może być zaskakująco dobry i satysfakcjonujący. Stylizacja dopasowuje się do scenerii, casual w wydaniu sportowym, trochę hip hopowym a trochę w klimacie lat 90. Prostą bazę, czyli czarne body, dżinsowe szorty o kroju mom, bluzę z kapturem Adidasa, podkręciłam dodatkami: czapką z daszkiem, białymi sneakersami z napisami, trochę inspirowanymi Gucci i białymi skarpetami frotte (inspiracja od Gosha Rubchinskiy i ruskiego rapu) i srebrną torebką na łańcuszku. Można się upierać,że ona tu nie pasuje, ale ja w modzie bardzo lubię kontrast, poza tym w tej chwili ubrania już nie dzielą się na wieczorowe i codzienne. Granica między tymi podziałami się zatarła, na imprezę można przyjść w dresach, na wieczór w dżinsach i szpilkach zamiast koronkowej sukienki, a ją można założyć na co dzień wystarczy dodać dżinsową kurtkę i trampki. Dlatego ta błyszcząca torebka, którą miałam na stódniówce, jest tu zupełnie na miejscu. Poza tym, nie może wiecznie leżeć w szafie i czekać na jakąś wyjątkową okazję, która może wcale szybko się nie pojawić. Zachęcam do eksperymentowania, zabawy modą i urozmaicania swoich stylizacji! Nie ma sensu czekać z jakimiś ciuchami czy dodatkami na specjalne okazje, lepiej cieszyć się z noszenia ich wtedy kiedy tylko mamy na to ochotę.  /I



















                                                                           
                                                                                                                                                wearing
                                                                                                                                         body      Bershka
                                                                                                                                         shorts     Bershka
                                                                                                                                           hoodie     Adidas
                                                                                                                                          bag            House
                                                                                                                                             cap       Puma
                                                                                                                                         sneakers        Bershka





tekst&stylizacja   /Ilona   @ilonamroz
zdjęcia   /Karolina

czwartek, 9 sierpnia 2018








Niedawno minęła ta pierwsza, i podobno lepsza połowa wakacji. Niestety nie da się tego ukryć, taka jest prawda, chociaż ja przyjęłam ostatnio jakąś dziwną postawę wyparcia tego ze świadomości. Nie liczę, że to coś da, ale można powiedzieć, że to taki rodzaj systemu obronnego. Poza tym trochę coś się nie zgadza. Bo tak, jest środek wakacji, lato w pełni, a pogoda chyba w końcu się uspokoiła i codziennie wita nas słońce -czyli możliwie wszystkie okoliczności są sprzyjające prawdziwemu cieszeniu się życiem, a w tym wszystkim, ja, trochę zagubiona, nie mogę się odnaleźć. Zamiast spędzać gorące popołudnia na zewnątrz,na plaży, z znajomymi popijając zimne piwo albo racząc się wbrew wyrzutom sumienia kolejną porcją lodów o smaku mięty z czekoladą (wyobrażam sobie, że tak smakuje niebo), większość dnia spędzam w domu, hurtowo czytam książki, ledwo skończę jedną to zaczynam drugą, albo siedzę przed laptopem z nieodłącznym Netfliksem i oglądam na zmianę seriale i filmy, że czasem już mylę wątki. Odstępstwem są tylko wieczory, gdy dzień zbliża się ku końcowi, spotykam się z przyjaciółka, jeździmy rowerami po mieście, zajmujemy nasze ulubione huśtawki nad zalewem i w ciszy kontemplujemy kolejny zachód słońca, piękniejszy od poprzedniego, ale nie tak piękny jak następny. Nie wiem z czego to wynika, może z tego, że wobec lata ma się zawsze największe oczekiwania, wakacje obiecują tak wiele, po czym zdarza się, że zostawiają nas z niczym. Takie summertime sadness, letni smutek, letnia depresja. Można próbować coś z tym zrobić, ale nie wiem czy warto. Chyba wychodzę z założenia, że lepiej sobie odpuścić, pozwolić sobie na tą chwilową, sezonową zawiechę, przetrwać ją, a ona minie. Wcale to nie znaczy oczywiście, że trzeba się zaszyć w domu, nie myć włosów kilka dni, a kontakt z ludźmi ograniczyć do social mediów i odbierania zamówionego jedzenia od lekko zdezorientowanego twoim zapuszczonym wyglądem dostawcy. Nie, wcale nie o to mi chodzi. Bo oczywiście warto jednak w jakimkolwiek stopniu skorzystać jeszcze z tego, już niestety niepełnego miesiąca wakacji, jaki nam został, nie marnować tak zupełnie tego czasu, robić to co sprawia nam przyjemność, cokolwiek by to nie było.
Zdecydowanie dopadł mnie summertime sadness, ale może on zawsze w pewnym momencie dopada człowieka. Po powrocie z jakiegoś wyjazdu, z powodu odwołania planów, przez ludzi, którzy obnoszą się ze swoim szczęściem (prawdziwym albo udawanym) a tobie jakoś z nim nie po drodze, albo z powodu nieuchronnego zbliżania się wakacji do końca. Powodów może być mnóstwa, ja też na pewno mam ich wiele. Ale wiecie co? Ten letni smutek brzmi w jakimś sensie naprawdę pięknie, i mi się chyba głównie kojarzy własnie z złocistymi golden hours, samotnymi spacerami, odnajdywaniem w swojej okolicy spokojnych miejsc, w których można bez skrępowania oddać się rozmyśleniom, albo własnie siedzeniem z przyjaciółką na huśtawkach nad wodą i stwierdzeniu po chwili ciszy, że "kiedyś wszystko było prostsze", a w głowie pomyślenie, jaki ten zachód słońca jest piękny. I tyle. A wszystko się do tego sprowadza, życie jest piękne, i jak widać nawet podczas tej letniej depresji jestem w stanie to dostrzec.

Moje letnie stylizacje opierają się przede wszystkim na wygodzie, na co dzień sięgam naprawdę po te najprostsze ciuchy, takie w których jestem w stanie wytrwać cały dzień, bez ciągłego niedowierzania samej sobie "w co ja się kurcze ubrałam", po prostu nie zaprzątam sobie tym zbytnio głowy. Oczywiście najlepiej jest gdy wybrany look jest równocześnie wygodny jak i stylowy. I własnie ta dzisiejsza stylizacja taka jest, wygodna  w stu %, Moje ulubione szorty w kroju mom jeans, ażurowa bluzka, i dodatki z którymi latem mogłabym się nie rozstawać: koszyk, espadryle i ciemne okulary przeciwsłoneczne. Ostatnio bardzo dobrze czuję się w takich klimatach, lata 80 i 90, trochę vintage.
Dajcie znać co sądzicie o stylizacji, i napiszcie koniecznie jak wy planujecie spędzić tę resztę wakacji, buziaki i do następnego!   /I












                                                                                                                                     shorts    /Bershka
                                                                                                                                     blouse   /Bershka
                                                                                                                                        bag    /Mango
                                                                                                                                       shoes    /renee.pl
                                                                                                                                  sunglasses     /H&M








tekst&stylizacja  /Ilona @ilonamroz
zdjęcia  /Karolina



wtorek, 17 kwietnia 2018




No i mamy w końcu naszą upragnioną wiosnę! Chociaż w niektóre dni, gdy w długim rękawie jest mi zdecydowanie za gorąco, zastanawiam się czy to przypadkiem nie wczesne lato. Co tu dużo mówić -pogoda nas rozpieszcza, ale chociaż kocham ten typowo letni gorąc, nie miałabym nic przeciwko kilku wiosennym tygodniom, kiedy mogłabym spokojnie zakładać ramoneskę, i nie musiała jej od razu ściągać. Nie chcę zabrzmieć jak stara maruda, ale po prostu mam trochę ciuchów 'między sezonowych' w szafie, które pasowałoby przewietrzyć. Ale okej, bez paniki, myślę, że jeszcze będzie okazja.
A co tak poza tym u mnie słychać na wiosnę, hmm.. właściwie to niewiele się zmieniło. Dalej spędzam wieczory chłonąc seriale na Netflixie. Systematycznie odhaczam pozycje z "Mojej listy", i mogę wam polecić kilka fajnych produkcji jak choćby "Black mirror", "Shadowhunters", "Altered carbon" czy zupełnie odjechany "The end of the fu*king world". Przerzucam się zaraz na "Between", i z wielką przyjemnością wracam do ulubionych odcinków "Przyjaciół". A tak w przerwach między oglądaniem, nadrabiam zaległości książkowe, z różnych kategorii, ale szczególnie chętnie sięgam ostatnio po te o tematyce stricte modowej. Szukam inspiracji (i je znajduję, całe mnóstwo!), robię porządki w szafie, próbuję włączyć do swojego planu tygodnia systematyczne ćwiczenia, i coraz pozytywniej nastrajam się po zimie. A i najważniejsze, przekonałam się do siebie w związanych włosach. Wszystko zmierza więc w dobrym kierunku.

Na pewno macie w swojej szafie kilka takich ciuchów, po których założeniu mogłybyście podbijać świat. Dzień należy do was itd, itd. Ubrania, które w jakiś zupełnie niepojęty i nieznany nam sposób dodają nam +10 do pewności siebie i +8 do lepszego dnia. Szkoda, że niestety nie wszystkie posiadają tą cudowną moc, ale jeśli już takie znajdziecie -trzymajcie się ich, nie raz uratują was z różnych sytuacji. Taki garderobiany najlepszy przyjaciel, zawsze niezawodny. W moim wypadku jednymi z takich rzeczy jest czarna prosta marynarka i długie kozaki za kolano. Ta pierwsza to klasyk, zupełnie ponadczasowy. Jej trochę męski oversizowy krój dodaje mi jakieś takiej siły, kobiecej siły. Natomiast te buty... zaryzykuję stwierdzenie, że czuję się w nich lepiej i bardziej pewna siebie niż w klasycznych szpilkach. I nieważne z czym je zestawię, z krótką sukienką i ramoneską, czy z ogromną bluzą, nigdy nie tracą tej swojej mocy. Właściwie to mogłabym je nosić praktycznie codziennie, gdyby nie to, że nie chciałabym otrzymać określenia "tej dziewczyny w czarnych kozakach". Jeśli chodzi o dzisiejszą stylizacja, oprócz wspomnianej już marynarki i butów wybrałam szarą koszulkę z nadrukiem i białą dżinsową spódniczkę. Świetna alternatywa dla tych niebieskich, które swoją drogą uwielbiam, ale czasem warto wprowadzić jakiś powiew świeżości do swoich outfitów.
Na dzisiaj to chyba tyle ode mnie, zamelduję się niedługo ponownie. Tymczasem miłego tygodnia!  /I






                                                                                                                                               wearing
                                                                                                                                         bershka jacket
                                                                                                                                              h&m skirt
                                                                                                                                             levis t-shirt
                                                                                                                                           renee.pl shoes



tekst&stylizacja  /Ilona
zdjęcia  /Karolina

sobota, 27 stycznia 2018











W końcu mam ferie. Dosłownie odliczałam już dni, bo coraz ciężej było mi wstawać rano i przechodzić przez codzienne obowiązki. Teraz przede mną dwa pełne tygodnie odpoczynku. Przyznaję od razu, że nie planuje ich spędzać jakoś super produktywnie. Za bardzo stęskniłam się za leżeniem w łóżku do 12, zarywaniem nocy oglądając filmy i jedzeniem o możliwie najdziwniejszych porach doby. Dom planuję opuścić tylko na wyjścia do kina, gdzie właściwie również będę oglądać film i jeść, na robienie zdjęć na bloga, i w końcu na pierwsze w tym sezonie wyjście na łyżwy. Szykuje mi się też szybki wyjazd do Warszawy, i może nareszcie pójdę na wyprzedażowe zakupy (tak, tak jeszcze na żadnych w tym sezonie nie byłam). Ale tłok w sklepach, dłuuugaśne kolejki do przymierzalni i kasy, to zdecydowanie jedne z tych rzeczy, których szczególnie staram się unikać.
Na razie chyba nic więcej nie planuję, aczkolwiek nie będę się broniła przed ewentualnymi propozycjami. Ale jak żadnych nie będzie, to nie widzę problemu w wieczornym leżeniu pod kocem, z Netflixem.
Zdjęcia do tego posta miałam wrzucić już wcześniej, ale wiecie jak to jest z czasem- zawsze go za mało. W tej stylizacji chciałam zamienić puchową kurtkę w której chodzę na co dzień, na coś innego (elegantszego). Bo ok, przyznaję puchowa kurtka, gdy na dworze jest minusowa temperatura, to najlepsza możliwa opcja, jednak korzystając z tego, że tamtego dnia było 0 stopni, zastąpiłam ją czarnym prostym płaszczem. Reszta stylizacji też jest bardzo prosta, szary dopasowany golf i ciemne spodnie z dziurami (dziury były mniejsze, ale hm..dość często noszę te spodnie). Ale żeby nie było tak całkiem nudno, wybrałam trochę ciekawsze dodatki. Skórzane botki, które mają w sobie coś z kowbojek, i czarną torebkę ze złotymi wstawkami.
Na dzisiaj to tyle, widzimy się w kolejnym poście. Udanych ferii(kto już ma), a kto nie ma, to wytrwałości do nich, miłego tygodnia!  /I













wearing

zara turtleneck

pull&bear coat

bershka jeans

house bag

renee boots




tekst&stylizacja  /Ilona
zdjęcia  /Karolina

czwartek, 18 stycznia 2018











Kilka postów temu pisałam, że ostatnio moje stylizacje bardzo często bazują na spódnicach albo sukienkach. I dalej to podtrzymuje, ale czasem naprawdę nie ma nic lepszego niż sprawdzone, ukochane czarne dżinsy i wygodna, ogromna bluza. Są takie dni, gdy 'stylizowanie się' (szczególnie z rana) nie jest priorytetem. Chociaż jeśli chodzi o mnie, jedynym priorytetem rano jest wypicie kawy, a dopiero później ewentualnie może być coś innego. Wracając do stylizacji, pierwszy wniosek jaki się nasuwa to inspiracja Kanye Westem i całym jego Yeezy. Historia jest taka, że gdy zobaczyłam w Pull&Bear tą wielgachną, bezkształtną bluzę w najbardziej brzydkim i nietwarzowym kolorze..musiałam ją kupić. Wołała mnie już z daleka, i jakiekolwiek mierzenia czy zastanawianie się było zbędne. Chciałam taką bluzę, i w końcu mam. Założenie było takie, żeby nosić ją jako sukienkę do kozaków za kolano, ale tego dnia gdy miałyśmy zaplanowane zdjęcia, przyznaję poszłam na łatwiznę. Czarne dżinsy i czarny kożuszek, który miał za zadanie dodatkowo mnie grzać. Jeśli chodzi o dodatki, ciężkie botki, które właściwie robią całą robotę, czarna torebka z fajną fakturą i coś z czym się od jakiegoś czasu nie rozstaję, czyli czapka z pomponem. Tak, pompon jest konieczny. I takich czapek mam kilka, nie wiem jak to działa ale gdy mam je na głowie automatycznie poprawia mi się humor. Zatem plan na stylizacje był inny, ale wydaje mi się, że to dobry przykład, że nie trzeba godzinami stać przed szafa, wymyślać stylizację, żeby była nie wiadomo jak, no własnie- wystylizowana. Prawdziwa codzienność tak nie wygląda. Bo przecież, nie zawsze mamy na to czas, szczególnie rano.
Dzisiaj trochę krócej, ale jest dość późno i jedyne o czym marzę to ciepła kąpiel i ciepłe łóżko. W dodatku czuję, że chyba bierze mnie jakieś choróbsko, a na to pozwolić nie mogę. W sobotę mam Studniówkę- sukienka czeka w szafie, makijaż i fryzura są już zaplanowane, więc nie ma mowy o żadnym chorowaniu. Trzymajcie się, do następnego!;)  /I




















wearing

pull&bear sweatshirt

bershka jeans

reserved bag

renee.pl boots

h&m cap



tekst&stylizacja //Ilona
zdjęcia// Karolina